Polana pod Dębiną
Zacznę od usprawiedliwienia się. Odpust organizuje Fundacja Miejski Parki i Ogród Zoologiczny, a nie dzielnica. Niestety jako radna mam mały wpływ na kształt odpustu, bo ZOO nie pozwala, żeby pewne rzeczy działy się w lesie, np. nie pozwala rozkładać kramów na polanie i limituje ilość atrakcji. Według mnie jest to wbrew tradycji, która sięga XVII wieku i która skupiała się na Polanie pod Dębiną, a nie tylko wzdłuż Alei Wędrowników jak to jest robione obecnie. Pierwsze moje wrażenie po przybyciu na opust (była piękna pogoda, 27 stopni) była taka, że na coś tam ZOO pozwoliło, ale tak ciut ciut, malutko. Niby były kramy, jakieś karuzele dla małych dzieci (darmowe, to akurat sponsorowała dzielnica), ale idę do góry i po drodze słyszę rozmowy innych ludzi, że „ileś” dwa lata temu, to było pełno kramów i wszystkiego dużo…”
albo, że „tradycja tego odpustu chyba zamiera”, albo też „za Skotnickiego (dawny dyrektor ZOO) było super”.
Muzyka na polanie wraz z podłogą do tańca też była, ale nie była dość słyszalna z alei Wędrowników, dlatego nie wszyscy ludzie tu przychodzili, bo myśleli, że dalej nic już nie ma. Kramy kończyły się na rozwidleniu dróg (jedna w stronę Kamedułów, druga w kierunku kopca). Ja sama musiałam powiedzieć Krakowiankom z Teatru Złoty Róg, że „tam dalej można zatańczyć”, bo nie było nic słychać. Dawniej kramy płynnie przechodziły w polanę, wiodły człowieka po sznurku do celu. Odleglejsza część kramów ciągnęła się nawet w górę w kierunku kopca Piłsudskiego, stały też na kamienistej przełączce prowadzącej od polany do klasztoru. Słowem: wybór dobra odpustowego był znacznie szerszy.
Food tracki stały na ścieżce wzdłuż polany, ludzie biesiadowali przy stołach, a dzieci korzystały z atrakcji rozłożonych na polanie (karuzela łańcuchowa, trampoliny) pod okiem biesiadujących rodziców. To jest przeszłość przedcovidowa (bo nie sprzed dwóch lat) i tego mi tutaj brakuje, w tym roku jedyne co, to można było usiąść na kocyku na polanie (jak się go zabrało z domu) i popatrzeć na „Elvisa”, który był głównym dowodzącym potańcówką. Potańcówka nie jest zła, jest nawet dobra, można w przyszłym roku zaprosić kogoś innego i będzie, jak mniemam, bardziej dynamicznie. Przy takiej pięknej pogodzie, to moim zdaniem pan zwany „Elvisem” nie dawał rady, na parkiecie powinno być czarno. Polana powinna być pełna sprzedawców jedzenia i picia, powinny one się znajdować wokół potańcówki. Jedni tańczą, drudzy odpoczywają i patrzą. Polana ma gromadzić ludzi, a moje wrażenie ogólne jest takie, że organizator chce nas z tego lasu i z tej polany wypchnąć.
Powiem Państwu jeszcze jedno. Próbowaliśmy z dzielnicy wraz z Muzeum Krakowa zmienić organizatora. Chcieliśmy, żeby to była firma IMAGO, które profesjonalnie zajmuje się takimi wydarzeniami, ale Fundacja Miejski Park i Ogród Zoologiczny się nie zgodziła ;(
Komentarze o odpuście możecie zamieszczać na samym dole, przyda mi się to do rozmów z ZOO.
AF






























































Zgodnie z podaniami Wolski zażyczył sobie być pochowanym tak, żeby każdy po nim deptał, miało to go przybliżyć do odkupienia grzechów. Płyta nagrobna znajduje się w podłodze zaraz po wstąpieniu do kościoła. Rzeczywiście, nie ma człowieka, który by po nim nie przeszedł.

Zaszczyty zdobyte stałością zasług,
pochwały godne życie i wypróbowane obyczaje,
oraz niezwykła cnota biskupa Stanisława,
pokryte tym kamieniem, odpoczywają tutaj wewnątrz.





Dodaj komentarz